Często myślimy, że matczyna rana rodzi się tylko w relacji z naszą matką. Że to jej niedostępność emocjonalna, nadmierna kontrola czy krytycyzm stworzyły w nas pustkę, brak lub niepewność. To prawda, relacja z matką jest fundamentem, bo to przez nią poznajemy świat. To jej ciało było naszym pierwszym domem, jej umysł filtrem rzeczywistości, jej emocje mapą, przez którą poznawałyśmy siebie i życie, a jej spojrzenie naszym pierwszym lustrem. To przez relację z nią kształtowały się nasze pierwsze przekonania i nasze sposoby reagowania. To przez relacje z nią uczyłyśmy się, czy życie jest bezpieczne, czy miłość płynie, czy wolno czuć.
Ale prawdziwe źródło matczynej rany sięga głębiej. To patriarchat zadał nam matczyną ranę jako zapis strategii przetrwania w świecie, który bał się kobiecej mocy i uczył kobiety, jak ją tłumić i ukrywać pod warstwą poświęcenia i przystosowania.
To przez matkę patriarchat dotknął nas najpierw. Dlatego, że to przez nią rodziło się życie, to ona stała się pośredniczką systemu wymagającego posłuszeństwa i kontroli. To matki przekazują nam kodeks przetrwania: jak znosić ból, kiedy się poświęcać, jak tłumić gniew, a także instynktowną potrzebę autentyczności. Strategia przetrwania w patriarchalnym świecie stała się formułami szeptanymi jak zaklęcia przez pokolenia kobiet, wzorców, w których troska, lęk i opresja były ze sobą splątane.
W tym ujęciu matczyna rana to nie tylko ślad naszej osobistej relacji z matką, ale złożony mechanizm przekazywania społecznych i kulturowych wzorców, które kształtują nasze poczucie wartości, emocje i granice.
Kobieta w systemie patriarchalnym musiała wycofać się ze swojej wrodzonej natury, aby przetrwać.
• Odrzuciła swoje instynkty i intuicję,
• ukryła i zaprzeczyła swojej mądrości,
• porzuciła siebie i swoje marzenia, które mogły nie pasować do społecznej roli matki,
• nie była w stanie otoczyć opieką swojej wrażliwej wewnętrznej dziewczynki,
• wyparła wściekłość wynikającą z niemożności bycia suwerenną,
• została oceniona jako histeryczna, niestabilna, „zbyt emocjonalna”, „zbyt duża” lub „zbyt mała”,
• doświadczyła ingerencji medycznej w swoje ciało i jego cykle,
• słyszała, by uważać, co mówi,
• była krzywdzona fizycznie, upokarzana i brutalnie karana,
• a swoje nieszczęście i brak celu często kierowała na swoje lustrzane odbicie – córkę.
Patriarchat nauczył kobiety, że bycie w pełni sobą jest zagrożeniem, a ich naturalna moc, intuicja i wolność muszą zostać ukryte.
Społeczne mechanizmy – uprzywilejowanie mężczyzn, kontrola nad kobiecymi ciałami i seksualnością, wartościowanie cech męskich ponad żeńskie, normy kulturowe i religijne – sprawiają, że rana powtarza się z pokolenia na pokolenie. A nasza matka jest świadkiem, nosicielką i zarazem ofiarą tego systemu.
Zaproszenie do powrotu
Gdy matczyny wymiar kobiecości został zraniony, zranione zostało samo źródło. To, które niesie życie, bliskość, regulację, obecność. I tak zaczęło się wygnanie. Oddzielenie od tego, co miękkie, dzikie, cielesne, czujące.
Kiedy matka jest głęboko zraniona, a jej rany pozostają nieuświadomione, odkrywanie przez córkę własnej odrębności i mocy może być obierane przez nią jako niebezpieczeństwo. Córka, która mówi własnym głosem, stawia granice, podejmuje decyzje zgodne ze sobą, przypomina matce o jej własnych nieopłakanych stratach. O tym, co sama musiała stłumić, z czego musiała zrezygnować, co musiała ukryć, żeby przetrwać w patriarchalnym świecie. Przypomina o gniewie, żalu i wściekłości, które rodzą się, kiedy kobieca moc jest ignorowana, ograniczana lub tłumiona.
To może wywoływać w matce lęk przed utratą kontroli, przed własnym poczuciem bezradności, a czasem przed tym, że jej wcześniejsze strategie przetrwania przestają działać. To proces trudny, ale transformujący. Matka może w nim zobaczyć własne straty i gniew w nowym świetle i zacząć własne uzdrowienie, a córka może nauczyć się, że bycie sobą nie jest buntem wobec miłości, lecz aktem prawdy o własnym życiu. To podróż do siebie samej – do własnej mocy, intuicji i autentycznej kobiecości, która zasługuje na przestrzeń, szacunek i miłość.
Jednak, gdy córka wycofa się z lęku przed utratą więzi i przynależności i wejdzie w rolę „grzecznej dziewczynki”, tłumiąc własne potrzeby i emocje, zaprzeczy swojej Jaźni i patriarchalne wzorce przetrwania przekaże kolejnemu pokoleniu.
W procesie uzdrawiania pierwszym krokiem jest rozpoznanie, skąd naprawdę pochodzi zranienie, co jest naszą osobistą historią, a co dziedzictwem społecznego systemu i pełne uświadomienie, że uzdrowienie nie polega na oskarżaniu matki, lecz na odzyskiwaniu własnej mocy i stanie się w pełni dorosłą.
Rozpoznanie patriarchalnych wzorców sprawia, że matczyna rana staje się nie tylko cierpieniem, ale mapą do mocy – wskazuje, gdzie patriarchat odebrał nam przestrzeń do bycia, czucia, kochania, obecności i autentyczności.
Chodzi o to, by kobiety sięgnęły po swoją moc. Nie taką, która oparta jest na sile, kontroli czy dominacji, lecz po moc, która rodzi się z integracji.
Dopóki nie spotkamy się z tymi częściami nas samych, które zostały wygnane jako „zbyt emocjonalne”, „zbyt wrażliwe”, „zbyt dzikie”, „zbyt cielesne”, czyli wszystkim, co prawdziwie kobiece, dopóty nasza moc pozostanie rozproszona.
By uzdrowić matczyną ranę, musimy rozmontować patriarchalne kłamstwa i zbudować w sobie podstawy zdolne do utrzymania nowej energii. Ona nie może się osadzić w starych strukturach, nie może zamieszkać w przekonaniach, które powstały po to, by kobietę pomniejszyć, uciszyć, odłączyć od siebie samej.
Patriarchalne kłamstwa nie zawsze brzmią dla nas jak przemoc, tak mocno są wbudowane w nasze ciała. To głos w naszej głowie, który brzmi jak rozsądek a nim nie jest: „nie przesadzaj”, „nie czuj za dużo”, „twoje potrzeby są mniej ważne”, „bądź wdzięczna”, „nie jesteś wystarczająca”, „nie możesz okazywać złości”, „twoja moc jest niebezpieczna”…
Dopóki one tam są, każda nowa energia – radość, twórczość, moc, wolność – zostaje odrzucona lub wypalona. Bo stary fundament nie uniesie nowego życia. Rozmontowanie patriarchalnych kłamstw nie polega na walce z nimi, lecz na rozpoznaniu, że poświęcenie nie jest miłością, cierpienie nie jest dowodem wartości, milczenie nie jest bezpieczeństwem, a kobieca moc nie jest zagrożeniem.
Każde rozpoznane kłamstwo robi w ciele miejsce. Dopiero to, co rozpoznasz, możesz zmienić. Tam, gdzie nie ma świadomości, jest niewola powtarzania nieświadomych schematów. Dopiero wtedy możesz budować nowe podstawy oparte na prawdzie, czuciu i granicach. Podstawy, które utrzymają nową energię, zamiast ją wypalać.
To jest praca inicjacyjna. Bo gdy kłamstwo odpada, to wtedy to, co prawdziwe, nie musi już walczyć o miejsce.
Uzdrowienie matczynej rany nie jest naprawą przeszłości. Jest inicjacją. Powrotem do centrum życia. Do miejsca, gdzie kobieta i źródło są jednym.
Gdy jedna kobieta wraca, porusza się pamięć u wielu.
Gdy kobiety wracają razem, życie odzyskuje przepływ.
Jeżeli czujesz wołanie, dołącz do nas!
Uzdrawianie Rany Matczynej – Roczny cykl transformującej pracy
